Pohl Frederic - Gateway Spotkanie Z Heechami - Co zdarzy�o si� na planecie Peggy


    Tymczasem na planecie Peggy m�j przyjaciel Audee Walthers poszukiwa� szczeg�lnej meliny dla szczeg�lnego cz�owieka.
    Powiedzia�em, �e by� moim przyjacielem, cho� przez lata nie po�wi�ci�em mu ani jednej my�li. Raz zrobi� mi przys�ug�. �ci�le rzecz bior�c, nie zapomnia�em o tym - to znaczy, �e gdyby kto� mi powiedzia�: "Powiedz, Robin, czy pami�tasz, jak Audee Walthers odwali� kawa� dobrej roboty i mog�e� po�yczy� statek, kiedy go potrzebowa�e�?", odpowiedzia�bym ze z�o�ci�: "Psiakrew, no pewnie! Czego� takiego nigdy bym nie zapomnia�." Ale te� nie my�la�em o tym w ka�dej godzinie i w rzeczywisto�ci nie mia�em w tej chwili poj�cia, gdzie jest, a nawet, czy w og�le jeszcze �yje.
    Walthersa powinno si� �atwo zapami�tywa�, bo wygl�d mia� do�� niezwyk�y. By� niski i ma�o przystojny. Twarz mia� szersz� w okolicach szcz�ki ni� w skroniach, co nadawa�o mu wygl�d sympatycznej �aby. By� m�em pi�knej, niezadowolonej kobiety, kt�ra by�a o po�ow� m�odsza od niego. Mia�a dziewi�tna�cie lat i na imi� Dolly. Gdyby Audee poprosi� mnie o rad�, powiedzia�bym mu, �e takie majowe i grudniowe przygody nie mog� si� dobrze sko�czy� - chyba �e w moim przypadku, bo grudzie� by� dla mnie szczeg�lnie �askawy. Ale rozpaczliwie pragn��, by to wszystko dobrze si� sko�czy�o, bo bardzo swoj� �on� kocha� i harowa� dla swojej Dolly jak w�. Audee Walthers by� pilotem. O wszechstronnych kwalifikacjach. Kiedy� pilotowa� pojazdy powietrzne na Wenus. Kiedy wielki ziemski transportowiec (kt�ry nieustannie przypomina� mu o moim istnieniu, bo mia�em w nim udzia�y i nada�em mu imi� mojej �ony) przebywa� na orbicie planety Peggy, pilotowa� wahad�owiec, odbieraj�c i dostarczaj�c �adunki; pomi�dzy kursami pilotowa� wszystko, co da�o si� wyczarterowa� na planecie Peggy do wszelkich zada�, kt�rych domagali si� klienci. Jak prawie wszyscy na Peggy, przeby� 4 x 1O10 kilometr�w od miejsca, gdzie si� urodzi�, �eby zarobi� na �ycie i czasem mu si� to udawa�o, a czasem nie. Kiedy wi�c wr�ci� z jednego lotu czarterowego i Adjangba powiedzia� mu, �e szykuje si� kolejny, Walthers by� got�w stan�� na g�owie, �eby go dosta�. Nawet je�li to oznacza�o przeszukiwanie wszystkich bar�w w Port Hegramet �eby znale�� ch�tnego. A to nie by�o �atwe. Jak na "miasto" o populacji czterech tysi�cy os�b, Hegramet by�o wr�cz nasycone barami. By�o ich ca�e mn�stwo, a w tych najbardziej oczywistych - hotelowej kawiarni, pubie na lotnisku, wielkim kasynie z jedyn� w Hegramet scen� - nie by�o Arab�w, kt�rzy byli ch�tni na jego nast�pny czarter. Dolly te� nie by�o w kasynie, gdzie mog�a pokazywa� swoje przedstawienie kukie�kowe, nie by�o jej te� w domu i nie odbiera�a telefonu. P� godziny p�niej Walthers nadal przeszukiwa� kiepsko o�wietlone ulice w nadziei odnalezienia swoich Arab�w. Nie szed� ju� przez bogatsze, zachodnie cz�ci miasta, a kiedy ich wreszcie znalaz�, k��c�cych si�, nast�pi�o to w melinie na obrze�ach miasta.
    Wszystkie budynki w Port Hegramet by�y prowizoryczne. By�a to logiczna konsekwencja faktu, �e by�a to planeta dopiero kolonizowana; co miesi�c, kiedy nowi imigranci z Ziemi przybywali wielkim transportowcem zwanym Niebem Heech�w, populacja eksplodowa�a jak balon przy zaworze z wodorem. Potem stopniowo kurczy�a si� przez par� tygodni, kiedy koloni�ci wynosili si� na plantacje, w miejsca wyr�bu drewna i do kopal�. Nigdy nie powraca�a do poprzedniego poziomu, wi�c co miesi�c pojawia�o si� kilkuset nowych rezydent�w, budowano par� nowych dom�w i zagarniano kilka starych. Ale ta melina wygl�da�a najbardziej prowizorycznie ze wszystkich. Zbudowano j� zaledwie z trzech p�at�w plastyku, opartych o siebie i tworz�cych �ciany, z czwart� s�u��c� jako dach; od ulicy otwiera�a si� na ciep�e powietrze Peggy. Nawet mimo to w �rodku by�o ciemno i zawiesi�cie, dym tytoniowy przeplata� si� z dymem z konopi i piwnym, kwa�nym zapachem p�dzonego w domu bimbru, kt�ry tam sprzedawano.
    Walthers rozpozna� sw� zdobycz od razu dzi�ki opisowi agenta. Nie by�o takich wielu w Port Hegramet - oczywi�cie by�o wielu Arab�w, ale ilu z nich by�o bogatych? A ilu starych? Pan Luaman by� jeszcze starszy od Adjangby, gruby i �ysy, a na ka�dym z t�ustych palc�w mia� pier�cie�, wiele z nich z brylantami. Sta� z grup� innych Arab�w z ty�u meliny, kiedy jednak Walthers ruszy� w ich kierunku, barmanka wyci�gn�a r�k�.
    - To prywatna impreza - powiedzia�a.
    - Oni na mnie czekaj� - rzek� Walthers w nadziei, �e to prawda.
    - Po co?
    - Nie tw�j pieprzony interes - odrzek� ze z�o�ci� Walthers, zastanawiaj�c si�, co by si� sta�o, gdyby po prostu przepchn�� si� ko�o niej. Nie stanowi�a zagro�enia, chuda, ciemnosk�ra kobieta z wielkimi ko�ami ze l�ni�cego niebiesko metalu zwieszaj�cymi z uszu; ale wielki facet z g�ow� o kszta�cie pocisku, kt�ry siedzia� w k�cie i obserwowa� wszystko co si� dzieje, stanowi� inn� kwesti�. Na szcz�cie pan Luaman zobaczy� Walthersa i ruszy� niepewnie w jego stron�.
    - Ty jeste� tym pilotem - og�osi�. - Cho� i napij si�.
    - Dzi�kuj�, panie Luaman, ale musz� wraca� do domu. Chcia�em tylko potwierdzi� ten czarter.
    - Tak. Jedziemy z tob�. - Odwr�ci� si� i spojrza� na inne osoby jego grona, kt�re za�arcie si� o co� wyk��ca�y. - Napijesz si� czego�? - spyta� przez rami�.
    Facet by� bardziej pijany, ni� Walthers pocz�tkowo my�la�. Powt�rzy�:
    - Dzi�kuj�, ale nie. Czy chcia�by pan teraz podpisa� umow� czarterow�?
    Luaman odwr�ci� si� i spojrza� na wydruk w d�oni Walthersa.
    - Umow�? - Zastanowi� si� przez chwil�. - Po co nam jaka� umowa?
    - To jest praktykowane, panie Luaman - odpar�
    Walthers, czuj�c jak cierpliwo�� nagle go opuszcza. Za nim kumple Araba wrzeszczeli na siebie, a uwaga Luamana oscylowa�a pomi�dzy Walthersem, a k��c�c� si� grup�.
    I by�o jeszcze co�. W k��tni bra�y udzia� cztery osoby - pi��, je�li liczy� samego Luamana.
    - Pan Adjangba m�wi�, �e b�d� w sumie cztery osoby - stwierdzi� Walthers. - Je�li b�dzie pi��, nale�y si� dodatkowa op�ata.
    - Pi��? - Luaman skoncentrowa� si� na twarzy Walthersa. - Nie. Jest nas czworo. - W�wczas jego wyraz twarzy si� zmieni� i Luaman u�miechn�� si� z zachwytem. - Och, my�lisz, �e ten �wir jest jednym z nas? Nie, on z nami nie leci. Najwy�ej p�jdzie do piachu, je�li dalej b�dzie si� upiera� przy opowiadaniu Shameemowi, co Prorok chcia� przekaza� w swoich naukach.
    - Rozumiem - odrzek� Walthers. - Gdyby pan w takim razie zechcia� podpisa�...
    Arab wzruszy� ramionami i wzi�� od Walthersa wydruk. Roz�o�y� go na obitym cynkow� blach� barze i z wysi�kiem zacz�� go czyta�, trzymaj�c pi�ro w d�oni. K��tnia stawa�a si� coraz g�o�niejsza, ale Luaman najwyra�niej nie dopuszcza� jej do �wiadomo�ci.
    Wi�kszo�� klienteli meliny stanowili Afryka�czycy, wygl�daj�cy na Kikuju po jednej stronie pomieszczenia i na Masaj�w po drugiej. Na pierwszy rzut oka ludzie przy ogarni�tym k��tni� stoliku wygl�dali podobnie. Teraz jednak Walthers dostrzeg� swoj� pomy�k�. Jeden z k��c�cych si� by� m�odszy od pozosta�ych, ni�szy i szczuplejszy. Kolor jego sk�ry by� ciemniejszy ni� u wi�kszo�ci Europejczyk�w, lecz nie tak ciemny jak u Libijczyk�w; oczy mia� r�wnie czarne jak oni, lecz bez odcienia antymonu.
    To Walthersa jednak nie obchodzi�o.
    Odwr�ci� si� i cierpliwie czeka�, pragn�c jak najszybciej st�d wyj��. Nie tylko dlatego, �e chcia� zobaczy� Dolly. Stosunki etniczne w Port Hegramet by�y nieco wrogie. Chi�czycy przewa�nie trzymali si� z Chi�czykami, Latynosi siedzieli w swoim bar�o, Europejczycy w dzielnicy europejskiej - nie wygl�da�o to wcale ani tak schludnie, ani tak pokojowo. Podzia�y by�y ostre nawet w obr�bie samych grup etnicznych. Chi�czycy z Kantonu nie zadawali si� z Chi�czykami z Tajwanu, Portugalczycy nie chcieli mie� nic wsp�lnego z Finami, a niegdysiejsi Chilijczycy nadal k��cili si� z by�ymi Argenty�czykarni. Europejczycy jednak zdecydowanie nie odczuwali przymusu bywania w afryka�skich knajpach, kiedy wi�c mia� podpisan� umow� w r�ce, podzi�kowa� Luamanowi i wyszed� szybko z uczuciem ulgi. Zanim przeszed� jedn� przecznic�, us�ysza� g�o�ne wrzaski w�ciek�o�ci z ty�u i okrzyk b�lu.
    Na planecie Peggy cz�owiek troszczy si� o w�asny interes najbardziej, jak tylko mo�e, ale Walthers musia� broni� swojego czarteru. Grupa, kt�r� widzia� ok�adaj�c� jednego osobnika, r�wnie dobre mog�a sk�ada� si� z afryka�skich wykidaj��w atakuj�cych szefa jego klient�w. Przez co by� to jego interes. Odwr�ci� si� i zacz�� biec z powrotem - by� to b��d kt�rego, wierzcie mi, �a�owa� gorzko jeszcze d�ugo, d�ugo potem.
    Zanim Walthers dotar� na miejsce, napastnicy zd��yli si� ju� ulotni�, a j�cz�ca, zakrwawiona posta� na chodniku nie nale�a�a do grupy jego klient�w. To by� m�ody nieznajomy; z�apa� Walthersa za nog�.
    - Pom� mi, a dam ci pi��dziesi�t tysi�cy dolar�w - powiedzia� niewyra�nie przez spuchni�te i zakrwawione wargi.
    - P�jd� i poszukam patrolu - zaproponowa� Walthers, pr�buj�c si� wycofa�.
    - Nie, tylko nie patrol! Pom� mi ich zabi�, a zap�ac� - zawy� cz�owiek. Jestem kapitan Juan Henriauette Santos-Schmitz i sta� mnie na twoje us�ugi!
    Rzecz jasna, wtedy jeszcze nic o tym nie wiedzia�em. Z drugiej strony, Walthers nie wiedzia�, �e Luaman dla mnie pracuje. To by�o bez znaczenia. Pracowa�y dla mnie dziesi�tki tysi�cy ludzi, a to, czy Walthers wiedzia�, kim oni byli, nie stanowi�o �adnej r�nicy. Problem polega� na tym, �e nie rozpozna� Wana, gdy� nigdy o nim nie s�ysza�, mo�e og�lnie. Na d�u�sz� met� mia�o to stanowi� dla Walthersa ogromn� r�nic�.
    
    Opowie�� Robina tak�e w tym miejscu wymaga pewnych obja�nie�. Heechowie bardzo interesowali si� wszystkim, co �yje, szczeg�lnie �yciem, kt�re by�o inteligentne lub przejawia�o pewn� szans� na bycie inteligentnym w przysz�o�ci. Mieli oni urz�dzenie, kt�re pozwala�o im pods�uchiwa� uczucia istot znajduj�cych si� o ca�e �wiaty od nich.
    Problem z tym urz�dzeniem polega� na tym, �e nie tylko odbiera�o, lecz r�wnie� nadawa�o. W�asne emocje operatora by�y odbierane przez badanych. Je�li operator by� zaniepokojony, za�amany - czy szalony - konsekwencje by�y bardzo, bardzo powa�ne. Ch�opiec imieniem Wan mia� takie urz�dzenie, kiedy zosta� porzucony jako niemowl�. Nazywa� je le�ank� sn�w - naukowcy potem przemianowali j� na teleempatyczny nadbiornik psychokinetyczny - a kiedy jej u�ywa�, wydarza�y si� rzeczy tak subiektywnie opisane przez Robina.
    

    Zna�em dobrze Wana. Pozna�em go, gdy by� dzikusem, wychowanym przez maszyny i nieludzi. Kiedy przedstawia�em wam katalog moich znajomych, nazwa�em go nie-przyjacielem. Zna�em go, zgadza si�. Ale nigdy nie by� istot� do�� spo�eczn�, �eby sta� si� przyjacielem kogokolwiek.
    By� nawet nieprzyjacielem, jak pewnie by�cie powiedzieli - nie tylko moim, lecz ca�ej ludzkiej rasy - kiedy by� wystraszonym i napalonym nastolatkiem, �ni�cym na swojej le�ance w Ob�oku Oorta i nie wiedz�cym ani nie dbaj�cym o to, �e jego sny przyprawia�y ludzko�� o szale�stwo. To nie by�a jego wina, niew�tpliwie. Nie by�o nawet jego win�, �e pewni godni po�a�owania terrory�ci w ataku sza�u - zainspirowani jego przyk�adem - zn�w zacz�li doprowadza� nas wszystkich do szale�stwa przy ka�dej nadarzaj�cej si� okazji. Je�li jednak zag��bimy si� w problem "przewinienia" i zwi�zany z nim termin "wina", powracamy natychmiast do Sigfrida von Psycha, zanim jeszcze si� zorientujemy, a teraz i tak opowiadam o Audeem Walthersie.
    Walthers nie by� anio�em mi�osierdzia, ale nie potrafi� zostawi� cz�owieka na ulicy. Kiedy prowadzi� zakrwawionego m�czyzn� do ma�ego mieszkania, kt�re dzieli� z Dolly, Walthers zupe�nie nie zdawa� sobie sprawy z tego, co robi. Facet by� w kiepskim stanie, nie da si� ukry�. Od tego jednak by�y punkty pierwszej pomocy, a poza tym ofiara na sw�j spos�b zachowywa�a si� do�� niewdzi�cznie. Przez ca�� drog� do dzielnicy zwanej Ma�� Europ�, facet obni�a� swoje propozycje finansowe i narzeka�, �e Walthers jest tch�rzem; kiedy wyci�gn�� si� na sk�adanym ��ku Walthersa, nagroda stopnia�a ju� do dwustu pi��dziesi�ciu dolar�w, a uwagi na temat charakteru Walthersa p�yn�y nieprzerwanie.
    W ko�cu m�czyzna przesta� krwawi�. Podni�s� si� z trudem i rozejrza� po mieszkaniu z wyrazem pogardy. Dolly jeszcze nie wr�ci�a do domu, ale oczywi�cie zostawi�a po sobie ba�agan - niewyrzucone brudne naczynia na sk�adanym stole, porozrzucane jej pacynki, susz�ca si� nad zlewem bielizna, sweter powieszony na klamce.
    - Ale� cuchn�ca nora - o�wiadczy� nieproszony go�� konwersacyjnym tonem. - To nawet nie jest warte dwustu pi��dziesi�ciu dolar�w.
    Ostra odpowied� cisn�a si� Walthersowi na usta. St�umi� j� jednak wraz z innymi, kt�re powstrzymywa� przez ostatnie p� godziny; czy mia�o to jaki� sens?
    - Pomog� panu si� umy� - powiedzia�. - A potem mo�e pan p�j��. Nie chc� �adnych pieni�dzy.
    Posiniaczone wargi pr�bowa�y si� u�miechn��.
    - Ale� g�upio z pana strony, tak gada� - odpar� m�czyzna. - Jestem kapitan Juan Henri�uette Santos-Schmitz. Mam w�asny statek kosmiczny, posiadam udzia� w transportowcach, kt�re dowo�� �ywno�� na t� planet�, poza tym jeszcze w paru innych przedsi�biorstwach i m�wi si�, �e jestem jedenasty na li�cie najbogatszych przedstawicieli ludzkiej rasy.
    - Nigdy o panu nie s�ysza�em - odwarkn�� Walthers, nalewaj�c ciep�ej wody do miednicy. Ale to nie by�a prawda. Dzia�o si� to bardzo dawno temu, ale jakie� jakie� wspomnienie tkwi�o w jego pami�ci. Kto�, kto pokazywa� si� w programach piezowizyjnych co godzin� przez tydzie�, potem jeszcze co tydzie� przez miesi�c czy dwa. Nikogo si� tak �atwo nie zapomina, jak faceta s�awnego przez miesi�c, w dziesi�� lat p�niej.
    - To pan by� tym dzieciakiem, kt�ry wychowa� si� w habitacie Heech�w - rzek� nagle, a m�czyzna zapiszcza�:
    - Tak, w�a�nie! Au! To boli!
    - Wi�c prosz� si� nie rusza� - powiedzia� Walthers i zacz�� si� zastanawia�, co nale�y zrobi� z facetem figuruj�cym jako jedenasty na li�cie najbogatszych ludzi. Dolly pewnie b�dzie zachwycona, �e mo�e go pozna�. Ale jak ju� otrz��nie si� z pierwszego zachwytu, z pewno�ci� zacznie knu�, jak podpi�� si� do tego bogactwa i kupi� im plantacj� na wyspie, dom letni na Heather Hills albo podr� powrotn�? Czy, my�l�c perspektywicznie, nie op�aca si� bardziej przytrzyma� tu jeszcze tego faceta pod jakim� pretekstem, a� Dolly wr�ci do domu - czy pozby� si� go i po prostu jej o nim opowiedzie�?
    Dylematy, nad kt�rymi si� zbyt d�ugo zastanawiamy, zwykle rozwi�zuj� si� same; ten te� rozwi�za� si� sam, kiedy zamek w drzwiach stukn��, zazgrzyta� i do �rodka wkroczy�a Dolly.
    Bez wzgl�du na to, jak Dolly wygl�da�a, kiedy krz�ta�a si� po domu - czasem z za�zawionymi oczami z powodu alergii na flor� planety Peggy, przewa�nie rozdra�niona, nieuczesana - kiedy wychodzi�a, wygl�da�a ol�niewaj�co. Rzecz jasna ol�ni�a te� nieoczekiwanego go�cia, kiedy tylko wkroczy�a do pokoju; i cho� Walthers by� m�em tej zadziwiaj�co szczup�ej postaci z niewzruszon� alabastrow� twarz� od ponad roku i wiedzia�, �e przyczyn� tej pierwszej cechy jest ostra dieta, a drugiej - k�opoty z uz�bieniem, prawie uda�o jej si� ol�ni� samego Walthersa.
    Walthers przywita� j� obejmuj�c i ca�uj�c; poca�unek odwzajemniono, cho� bez szczeg�lnego zaanga�owania. Dolly zignorowa�a go, przygl�daj�c si� go�ciowi. Nadal trzymaj�c j� w obj�ciach, Walthers rzek�:
    - Kochanie, to jest kapitan Santos-Schmitz. Zosta� pobity i przyprowadzi�em go tutaj...
    - Juniorze, ty nie... - odepchn�a go. Min�a chwila, zanim zrozumia�, na czym polega�o nieporozumienie.
    - Och nie, Dolly, to nie ja go pobi�em. Po prostu przechodzi�em w pobli�u.
    Jej wyraz twarzy z�agodnia� i zwr�ci�a si� do go�cia.
    - Jasne, �e jeste� tu mile widziany, Wan. Niech no zobacz�, co oni ci zrobili.
    Santos-Schmitz ur�s� z dumy.
    - Poznajesz mnie - powiedzia�, pozwalaj�c jej dotkn�� pask�w banda�a za�o�onego przez Walthersa.
    - Oczywi�cie, Wan! Wszyscy w Port Hegramet ci� znaj�. - Potrz�sn�a g�ow� ze wsp�czuciem pochylaj�c si� nad podbitym okiem. - Pokazano mi ciebie wczoraj wieczorem - powiedzia�a. - W Sali Wrzeciona.
    Cofn�� si�, by przyjrze� si� jej lepiej.
    - Och tak! Artystka. Widzia�em tw�j wyst�p.
    Dolly Walthers rzadko si� u�miecha�a, ale umia�a w szczeg�lny spos�b marszczy� k�ciki oczu, �ci�ga� �liczne usta i to by�o nawet lepsze ni� u�miech; by� to sympatyczny wyraz twarzy. Mo�na go by�o ujrze� u niej co chwila, gdy troszczyli si� o wygod� Wana Santosa-Schmitza, kiedy napoili go kaw� i s�uchali wyja�nie� dotycz�cych tego, dlaczego Libijczycy pope�nili b��d rzucaj�c si� na niego. Je�li nawet Walthers obawia� si�, �e Dolly nie b�dzie zadowolona z przyprowadzenia tego w�drowca do domu, odkry�, �e w tej kwestii nie mia� si� czego obawia�. Jednak w godzin� p�niej zacz�� odczuwa� niepok�j.
    - Wan - powiedzia� - jutro rano mam lot i wydaje mi si�, �e chcia�by� wr�ci� do swojego hotelu...
    - Na pewno nie, Juniorze - �agodnie zaprzeczy�a �ona. - Mamy tu mas� miejsca. Wan mo�e spa� w ��ku, ty na kanapie, a ja zajm� prycz� w szwalni.
    Walthers by� zbyt zaskoczony, by si� skrzywi�, a co dopiero odpowiedzie�. To by� g�upi pomys�. Oczywi�cie Wan chcia� wr�ci� do hotelu, a Dolly po prostu by�a uprzejma; na pewno naprawd� nie chcia�a tak rozdysponowa� miejsc do spania, �eby nie mieli ani odrobiny prywatno�ci, w ostatni� noc przed jego powrotem do buszu w towarzystwie dra�liwych Arab�w. Odczeka� wi�c chwil�, z przekonaniem, �e Wan przeprosi go i jego �on� za to i odm�wi noclegu, potem czeka� z nieco mniejszym przekonaniem, potem ju� bez przekonania. Cho� Walthers nie by� wysoki, kanapa by�a dla niego za kr�tka i przez ca�� noc rzuca� si� i przewraca�, �a�uj�c, �e w og�le us�ysza� nazwisko Juana Henriquette'a Santos-Schmitza.
    W �alu tym ��czy�a si� z nim znakomita wi�kszo�� ludzkiej rasy, nie wy��czaj�c mnie.
    Wan nie by� po prostu niezno�nym osobnikiem - och, to nie by�a rzecz jasna jego wina (tak, tak Sigfridzie, wynocha z mojej g�owy!). Ukrywa� si� tak�e przed sprawiedliwo�ci�, czy mo�e ukrywa�by si�, gdyby ktokolwiek wiedzia�, kt�re ze staro�ytnych artefakt�w Heech�w uda�o mu si� ukra��.
    Nie k�ama� m�wi�c Walthersowi, �e jest bogaty. Z racji urodzenia mia� prawa do znacznej cz�ci technologii Heech�w, tylko dlatego, �e jego matka urodzi�a go w habitacie Heech�w, gdzie nie by�o ani jednego cz�owieka, do kt�rego mo�na by g�b� otworzy�. Okaza�o si�, �e to oznacza dla niego ogromne sumy pieni�dzy, kiedy ju� s�dy zdo�a�y sobie wszystko przemy�le�. We w�asnej opinii Wana oznacza�o to tak�e, �e mia� prawo do absolutnie wszystkiego, co kiedy� nale�a�o do Heech�w, a obecnie nie by�o przybite do pod�ogi. Zabra� statek Heech�w - o czym wszyscy wiedzieli - ale za pieni�dze zdo�a� kupi� sobie prawnik�w, kt�rzy powstrzymali pozew Korporacji Gateway domagaj�cy si� jego zwrotu na drodze s�dowej. Zabra� tak�e troch� gad�et�w Heech�w, kt�re nie by�y powszechnie dost�pne, i gdyby tylko kto� si� dowiedzia� gdzie s�, pozew przelecia�by przez s�d jak burza, a Wan sta�by si� Wrogiem Publicznym Numer Jeden, a tak, by� co najwy�ej wkurzaj�cym facetem. Walthers mia� zatem wszelkie powody, �eby go nienawidzi�, cho�, rzecz jasna, nienawidzi� go akurat z innych przyczyn.
    Nast�pnego dnia Walthers ujrza� Libijczyk�w - byli skacowani i rozdra�nieni. On by� w jeszcze gorszym nastroju, a r�nica polega�a na tym, �e Walthers by� bardziej wkurzony, a kaca nie mia� wcale. Po cz�ci to by�o przyczyn� jego nastroju.
    Jego pasa�erowie nie zadawali mu �adnych pyta� odno�nie poprzedniej nocy; prawie si� nie odzywali, kiedy samolot unosi� si� nad szerokimi sawannami, pojawiaj�cymi si� czasem polanami oraz nad rzadko widywanymi zabudowaniami farm planety Peggy. Luaman i jeden z jego ludzi zagrzebali si� w podkolorowanych hologramach satelitarnych sektora, kt�ry badali, kolejny z nich spa�, czwarty trzyma� si� za g�ow� i wygl�da� przez okno. Samolot lecia� na autopilocie, o tej porze roku zak��cenia pogodowe prawie si� nie zdarza�y. Walthers mia� mn�stwo czasu na my�lenie o swojej �onie. Ich �lub by� jego osobistym triumfem, ale czy potem �yli d�ugo i szcz�liwie?
    To oczywiste, �e Dolly mia�a dawniej ci�kie �ycie. Dziewczyna z Kentucky, bez pieni�dzy, bez rodziny i pracy - tak�e bez wykszta�cenia, w dodatku niezbyt inteligentna - taka dziewczyna musia�a wykorzysta� wszelkie szanse, �eby wydosta� si� z krainy w�gla. Jedn� z szans Dolly by�a jej uroda. Ca�kiem niez�a, cho� niedoskona�a. Mia�a smuk�e cia�o i l�ni�ce oczy, ale z�by mia�a jak kr�lik. W wieku czternastu lat ta�czy�a na rurze w barze w Cincinnati, ale z tej roboty nie da�o si� wy�y�, no chyba �e si� dawa�o dupy na boku. Dolly nie chcia�a tego robi�. Oszcz�dza�a si�. Pr�bowa�a �piewa�, ale okaza�o si�, �e nie ma g�osu. Poza tym, pr�bowa�a to robi� tak, �eby nie rusza� ustami i nie pokazywa� tych z�b�w jak u Kr�lika Bugsa, przez co wygl�da�a jak brzuchom�wca... A kiedy powiedzia� jej o tym klient, kt�rego zaloty odrzuci�a, przez co pr�bowa� zrobi� jej przykro��, w g�owie Dolly zapali�o si� �wiate�ko. M.C. uwa�a� si� w tym klubie za komika. Dolly zarabia�a praniem i szyciem dostaj�c w zamian stare, wykorzystane scenariusze skecz�w, uszy�a sobie troch� pacynek, przestudiowa�a wszystkie audycje na ich temat, jakie znalaz�a w piezowizji albo na wachlarzu. Wypr�bowa�a nowy numer podczas ostatniego przedstawienia w sobotni� noc, kiedy to w ju� w niedziel� jej prac� mia�a przej�� nast�pczyni. Numer nie by� �adn� bomb�, ale nowa piosenkarka by�a jeszcze gorsza od niej, wi�c wyrok Dolly zawieszono. Dwa tygodnie w Cincinnati, miesi�c w Louisville, prawie trzy miesi�ce w ma�ych klubach na przedmie�ciach Chicago - je�li anga�e nast�powa�y jeden po drugim, wiod�o jej si� nawet nie�le, ale mi�dzy nimi bywa�y tygodnie albo i miesi�ce bezczynno�ci. Mimo to nie g�odowa�a. Zanim Dolly dotar�a na planet� Peggy, wystrz�pione rogi Wielkiego Numeru tyle razy mia�y ju� do czynienia z nieprzyjazn� albo pijan� publiczno�ci�, �e przybra� on kszta�t, z kt�rym koniecznie nale�a�o co� zrobi�. Ale to nie wystarcza�o na prawdziw� karier�. Wystarcza�o, �eby utrzyma� si� przy �yciu. Emigracja na planet� Peggy by�a krokiem desperackim, gdy� za cen� biletu trzeba by�o zaprzeda� si� w niewol�. Gwiazd� tam nie zosta�a, ale te� nie wiod�o jej si� gorzej. Cho� przesta�a si� ju� oszcz�dza�, przynajmniej nie oferowa�a siebie szczeg�lnie bezwstydnie. Kiedy pojawi� si� Audee Walthers junior, zaproponowa� jej cen� znacznie wy�sz� ni� inni - ma��e�stwo. I wysz�a za niego. Maj�c osiemna�cie lat. Za faceta dwa razy starszego od niej.
    Ci�kie �ycie Dolly nie by�o jednak znacznie bardziej ci�kie od �ycia wszystkich innych ludzi na planecie Peggy - je�li nie liczy� klient�w Audee'ego, poszukiwaczy ropy. Poszukiwacze p�acili pe�n� stawk� za bilet na planet� Peggy, czy mo�e raczej robi�y to za nich ich firmy, a ka�dy z nich niew�tpliwie mia� w kieszeni op�acony bilet powrotny.
    Nie byli przez to bardziej rado�ni. Lot do pewnego miejsca na West Island, kt�re wybrali na ob�z, trwa� sze�� godzin. Zanim zjedli, rozstawili namioty, pomodlili si� raz czy dwa, k��c�c si� przy tym, w kt�r� stron� nale�a�o zwr�ci� twarze, ich kac zdo�a� ju� przemin��, ale zrobi�o si� te� zbyt p�no, �eby cokolwiek tego dnia zrobi�. Dla nich. Nie dla Walthersa. Kazano mu lata� tam i z powrotem nad dwudziestoma tysi�cami hektar�w pag�rkowatych zaro�li. Poniewa� wl�k� ze sob� detektor masy, maj�cy mierzy� anomalie grawitacyjne, nie mia�o znaczenia, �e robi to po ciemku. Nie mia�o to �adnego znaczenia dla pana Luamana, ale mia�o ogromne dla Walthersa, gdy� by� to w�a�nie taki rodzaj latania, jakiego najbardziej nienawidzi�; musia� utrzymywa� si� na niskim pu�apie, a niekt�re ze wzg�rz by�y do�� wysokie. Lata� wi�c u�ywaj�c ca�y czas zar�wno radaru, jak i wi�zek namierzaj�cych, strasz�c powolne, g�upie zwierz�ta zamieszkuj�ce sawanny West Island, i strasz�c samego siebie, kiedy zauwa�y�, �e przysypia i budzi si�, by poderwa� gwa�townie samolot, bo naprzeciw niego wyrasta poro�ni�ty krzakami szczyt wzg�rza.
    Zdo�a� przespa� si� przez pi�� godzin zanim pan Luaman obudzi� go i wys�a� na rekonesans fotograficzny kilku niepewnych lokalizacji, kiedy za� zosta�o to uko�czone, polecono mu zrzuca� tyczki po ca�ym terenie. Tyczki nie by�y zrobione z samego metalu; by�y to geofony i nale�a�o je tak ustawi�, by utworzy�y siatk� odbiornik�w pokrywaj�c� ca�e kilometry kwadratowe. Poza tym nale�a�o je zrzuca� z wysoko�ci przynajmniej dwudziestu metr�w, co dawa�o pewno��, �e zag��bi� si� w grunt i stan� prosto, �eby ich odczyty by�y wiarygodne, a ka�dy z nich musia� by� umieszczony z dok�adno�ci� do dw�ch metr�w. Uwaga Walthersa, �e wymagania te s� wzajemnie sprzeczne, nie spotka�a si� ze zrozumieniem, nikogo wi�c nie zaskoczy�o, �e kiedy zamocowane na ci�ar�wkach wibratory zako�czy�y prac�, uzyskane w ten spos�b dane by�y do niczego. Zr�bcie to jeszcze raz, powiedzia� pan Luaman i Walthers powt�rzy� ca�� akcj� na piechot�, wyci�gaj�c geofony i wbijaj�c je r�cznie.
    Walthers zatrudni� si� w charakterze pilota, ale pan Walthers mia� szersze spojrzenie na jego obowi�zki. Nie tylko �a�enie za tyczkami geofon�w. Pewnego dnia Walthers mia� kopa� w ziemi poszukuj�c kleszczopodobnych stworze�, kt�re na planecie Peggy stanowi�y odpowiednik d�d�ownic - napowietrza�y gleb�. Jeszcze innego dnia wr�czyli mu co� podobnego do glebowgryzarki, kt�re to urz�dzenie wkopywa�o si� w ziemi� na par�dziesi�t metr�w i pobiera�o pr�bki ska�y. Je�li mieli ochot� na ziemniaki, kazali mu je obiera�, a nawet pr�bowali go wrobi� w mycie naczy�, wycofali si� jedynie na pozycj� zak�adaj�c� ustalenie dok�adnych dy�ur�w przy tej czynno�ci. (Ale Walthers zauwa�y�, �e pan Luaman nigdy nie miewa� dy�uru.) Nie chodzi�o nawet o to, �e te rutynowe czynno�ci nie by�y ciekawe. Kleszczopodobne stworzenia wrzuca�o si� do s�oja z rozpuszczalnikiem, a uzyskana w ten spos�b zupka by�a rozprowadzana na arkuszach bibu�y filtruj�cej, s�u��cej do elektroforezy. Ska�y zamykano w ma�ych inkubatorach zaopatrzonych w steryln� wod�, powietrze i opary w�glowodor�w. Oba testy s�u�y�y do wykrywania ropy. Owady, podobnie jak termity, kopa�y g��boko. Czasem przynosi�y na powierzchni� ze sob� to, przez co si� przekopa�y, a elektroforeza s�u�y�a do zidentyfikowania tego, co na sobie przywlok�y. Inkubatory mia�y wykrywa� to samo, ale w nieco inny spos�b. Na planecie Peggy, podobnie jak na Ziemi, istnia�y w glebie mikroorganizmy, kt�re potrafi�y prze�y� na diecie sk�adaj�cej si� z czystych w�glowodor�w. Je�li w inkubatorach cokolwiek uros�o na czystych w�glowodorach, musia�y to by� w�a�nie te stworzenia, gdy� nie mog�y egzystowa� bez dost�pu do jakiego� �r�d�a w�glowodor�w w glebie.
    W ka�dym z tych przypadk�w oznacza�o to rop�.
    Dla Walthersa jednak te testy by�y co najwy�ej przyginaj�cym grzbiet mozo�em, a jedyn� od nich ucieczk� by�o polecenie ponownego u�ycia samolotu w celu zastosowania magnetometru lub zrzucenia kolejnych tyczek. Po pierwszych trzech dniach ukry� si� w swoim namiocie i wyci�gn�� w�asn� umow�, �eby upewni� si�, czy rzeczywi�cie musia� robi� te wszystkie rzeczy. Niestety, musia�. Postanowi�, �e pogada sobie o tym z agentem po powrocie do Port Hegramet; po pi�ciu dniach zacz�� si� zn�w zastanawia�. Bardziej atrakcyjne wydawa�o si� zabicie agenta... Ale ca�e to latanie mia�o jeden zbawienny skutek. Po o�miu dniach trzytygodniowej ekspedycji Walthers z rado�ci� poinformowa� pana Luamana, �e ko�czy si� paliwo i b�dzie musia� polecie� z powrotem do bazy i zatankowa� wod�r.
    By�o ciemno, kiedy zjawi� si� w swoim ma�ym mieszkanku; ale mieszkanie by�o wysprz�tane, co stanowi�o przyjemn� niespodziank�, Dolly by�a w domu, co by�o jeszcze lepsze; a najlepsze by�o to, �e w s�odko oczywisty spos�b jego widok sprawi� jej przyjemno��.
    Wiecz�r by� wspania�y. Kochali si�; Dolly ugotowa�a obiad; potem zn�w si� kochali, a o p�nocy siedzieli na roz�o�onym ��ku, oparci plecami o poduszki, z wyci�gni�tymi nogami, trzymaj�c si� za r�ce i popijaj�c z butelki miejscowe wino.
    - Szkoda, �e nie mo�esz zabra� mnie ze sob� - powiedzia�a Dolly, kiedy sko�czy� jej opowiada� o czarterze z New Delaware. Dolly nie patrzy�a na niego; bawi�a si� od niechcenia g�owami pacynek za�o�onymi na pa�ce wolnej r�ki, ze spokojnym wyrazem twarzy.
    - Nie ma na to szans, kochanie. - Za�mia� si�. - Jeste� zbyt �liczna, �eby zabra� ci� do buszu z czterema napalonymi Arabami. Pos�uchaj, nawet ja nie czuj� si� ca�kiem bezpiecznie.
    Podnios�a r�k�, nie zmieniaj�c zrelaksowanego wyrazu twarzy. Na r�ce mia�a tym razem pacynk� przedstawiaj�c� pyszczek kota z jasnoczerwonymi, po�yskliwymi w�sami. R�owy pyszczek otworzy� si� i pacynka wysepleni�a:
    - Wan m�wi, �e oni sz� ok�opni. M�wi, zie mogliby go ziabi� tylko za to, zie dyszkutowa� z nimi o religii. M�wi, zie ba� si�, zie go nap�awd� ziabij�.
    - Och? - Walthers zmieni� pozycj�, gdy� oparcie ��ka przesta�o ju� wydawa� mu si� tak wygodne. Nie zada� pytania, kt�re przysz�o mu na my�l, a kt�re brzmia�o Och, widzia�a� si� z Wanem?, bo sugerowa�oby, �e jest zazdrosny. Spyta� tylko:
    - Co tam u Wana? - Ale to pierwsze pytanie zosta�o zawarte w tym drugim i dosta� na nie odpowied�. Wan miewa� si� znacznie lepiej. Oko Wana prawie nie by�o ju� czarne. Wan mia� na orbicie naprawd� fajny statek, Pi�tk� Heech�w, ale to by�a jego prywatna w�asno�� i zosta� specjalnie wyposa�ony - przynajmniej tak m�wi�; nie widzia�a tego statku. Wan w jaki� spos�b zasugerowa�, �e cz�� tego wyposa�enia to by�y stare artefakty Heech�w, zdobyte prawdopodobnie w nie do ko�ca uczciwy spos�b. Sugerowa� te�, �e istnia�o mn�stwo artefakt�w, kt�re nigdy nie zosta�y zg�oszone, bo ludzie, kt�rzy je znale�li, nie chcieli p�aci� tantiem Korporacji Gateway. Wan wymy�li� sobie, �e mia� do nich prawo, naprawd�, bo mia� takie niewiarygodne �ycie, wychowany praktycznie przez samych Heech�w...
    Bez udzia�u woli Walthersa zadane w my�lach pytanie znalaz�o uj�cie.
    - Wygl�da na to, �e du�o czasu sp�dza�a� z Wanem - rzek�, pr�buj�c powiedzie� to zwyczajnie i s�ysz�c, �e jego g�os jest najlepszym dowodem, �e mu si� nie uda�o. Nie brzmia� zwyczajnie; by� z�y albo zmartwiony; tak naprawd� bardziej z�y ni� zmartwiony, bo to nie mia�o sensu! Wan nie by� przystojny. Ani nie mia� dobrego charakteru. Oczywi�cie, by� bogaty i w wieku zbli�onym do Dolly...
    - Oj z�otko, nie b�d� zazdrosny - powiedzia�a Dolly w�asnym g�osem, kt�ry brzmia�, jakby sprawi�o jej to przyjemno��, co da�o Walthersowi pewno��. - Tak czy inaczej, on nied�ugo st�d odleci, wiesz o tym. Nie chce tu by�, kiedy przyleci nast�pny transportowiec, wi�c teraz gromadzi zapasy na nast�pn� podr�. I to jest jedyny pow�d, dla kt�rego tu przylecia�. - Unios�a d�o� z pacynk� i dziecinny koci g�osik za�piewa� - Junior jest zia�ro�ny o Dolly!
    - Nie, nie jestem - odpar� odruchowo, ale po chwili potwierdzi�. - Tak, jestem. Zabierz to ode mnie, Dolly.
    Przesun�a si� na ��ku, a� jej wargi znalaz�y si� ko�o jego ucha i poczu� jej delikatny oddech, sepleni�cy kocim g�osem:
    - Obieciuj�, zie nie b�d�, panie junior, ale by�oby siuper, jakby pan... - Potem nast�pi�o pojednanie, bardzo udane; z jednym wyj�tkiem: w po�owie Czwartej Rundy zosta�o przerwane przez przera�liwy dzwonek piezofonu. Walthers odczeka� pi�tna�cie dzwonk�w, co pozwoli�o mu zako�czy� rozpocz�te zadanie, prawie tak �adnie, jak to sobie zaplanowa�. Kiedy odebra� piezofon, zg�osi� si� dy�urny oficer z lotniska.
    - Zadzwoni�em nie w por�, Walthers?
    - M�w, o co chodzi - powiedzia� Walthers pr�buj�c udawa�, �e wcale ci�ko nie dyszy.
    - Wsta� i jed� tu szybko, Audee. Sze�ciu facet�w le�y ze szkorbutem, Siatka Siedem Trzy Poppa, wsp�rz�dne mamy troch� niewyra�ne, ale maj� namiernik radiowy. I nic wi�cej. Lecisz do nich z lekarzem, dentyst� i jak�� ton� witaminy C, kt�r� musz� dosta� o �wicie. Co znaczy, �e startujesz za jakie� dziewi��dziesi�t minut.
    - Do cholery, Carey! Czy to nie mo�e poczeka�?
    - Mo�e, jak chcesz mie� par� trup�w w chwili przybycia. Kiepsko z nimi. Pasterz, kt�ry ich znalaz�, m�wi, �e jego zdaniem dw�ch z nich i tak nie prze�yje.
    Walthers zakl�� pod nosem, spojrza� na Dolly przepraszaj�co, po czym z niech�ci� zacz�� zbiera� swoje rzeczy.
    Kiedy Dolly odezwa�a si�, jej g�os nie brzmia� ju� jak g�os kota.
    - Junior? Czy mo�emy wr�ci� do domu?
    - Jeste�my w domu - odpar�, usi�uj�c, �eby to lekko zabrzmia�o.
    - Junior, prosz�? - Na jej spokojnej dot�d twarzy pojawi�o si� napi�cie, a cho� maska z ko�ci s�oniowej nadal niczego nie wyra�a�a, w jej g�osie da�o si� s�ysze� napi�cie.
    - Dolly, najdro�sza - rzek� - tam nikt na nas nie czeka. Pami�tasz? Dlatego w�a�nie tacy ludzie, jak my tu przylatuj�. Teraz mamy ca�� now� planet� - ju� samo to miasto b�dzie kiedy� wi�ksze od Tokio, nowsze ni� Nowy Jork; za par� lat ma przylatywa� sze�� transportowc�w rocznie, wiesz, i b�dzie p�tla Lufstroma zamiast wahad�owc�w...
    - Ale kiedy? Kiedy b�d� ju� stara?
    By� mo�e nie by�o �adnego rozs�dnego powodu dla �a�o�ci w jej g�osie, lecz ta �a�o�� i tak tam by�a. Walthers prze�kn�� �lin�, wzi�� g��boki oddech i spr�bowa� za�artowa� najlepiej, jak potrafi�.
    - Moje s�odkie majteczki - rzek� - nie b�dziesz stara nawet wtedy, jak b�dziesz mie� dziewi��dziesi�t lat. - Cisza. - Ale, z�otko - przymila� si� dalej - przecie� musi by� coraz lepiej! Nied�ugo uruchomi� t� Fabryk� Po�ywienia w naszym Ob�oku Oorta. Mo�e nawet w przysz�ym roku! A tak mi obiecywali prac� pilota przy tej budowie...
    - Tak, �wietnie! Wi�c b�dziesz poza domem przez rok, a nie przez miesi�c. A ja b�d� tkwi� w tej dziurze, nie maj�c nawet sensownych program�w, z kt�rymi mo�na by pogada�.
    - B�d� mieli programy...
    - Pr�dzej umr�!
    By� ju� ca�kiem obudzony, ca�a rado�� nocy gdzie� si� ulotni�a. Powiedzia�:
    - Pos�uchaj. Je�li ci si� tu nie podoba, nie musimy tu zostawa�. Planeta Peggy to nie tylko Port Hegramet. Mo�emy jecha� gdzie� na pustkowie, oczy�ci� teren, wybudowa� dom...
    - Wychowywa� silnych syn�w, za�o�y� dynasti�? - W jej g�osie pobrzmiewa�o obrzydzenie.
    - C�... co� w tym rodzaju, jak mi si� wydaje. Odwr�ci�a si� na ��ku.
    - Id� si� wyk�pa� - poradzi�a. - �mierdzisz, jakby� si� pieprzy�.
    Kiedy Audee Walthers junior bra� prysznic, istota, kt�ra zupe�nie nie przypomina�a �adnej z pacynek Dolly (cho� jedna z nich mia�a j� przedstawia�) ogl�da�a po raz pierwszy obce niebo od trzydziestu jeden prawdziwych lat; w tym samym czasie jeden z chorych poszukiwaczy wyzion�� ducha, na co pasterz, kt�ry pr�bowa� si� nim opiekowa�, odwracaj�c g�ow�, zareagowa� z ulg�, na Ziemi za� trwa�y zamieszki, a na pewnej planecie odleg�ej o osiemset lat �wietlnych zgin�o pi��dziesi�ciu jeden kolonist�w...
    Tymczasem Dolly wsta�a na wystarczaj�co d�ug� chwil�, �eby zrobi� mu kaw� i postawi� j� na stole. Sama za� wr�ci�a do ��ka, gdzie spa�a twardo, a przynajmniej udawa�a, �e �pi, gdy Walthers pi� kaw�, ubiera� si�, a wreszcie wyszed�.
    Kiedy tak przygl�dam si� Audee'emu, z tej wielkiej odleg�o�ci, jaka nas teraz dzieli, robi mi si� smutno gdy widz�, �e w du�ym stopniu wygl�da na mi�czaka. W rzeczywisto�ci wcale taki nie by�. By� ca�kiem godnym podziwu facetem. By� doskona�ym pilotem, wytrzyma�ym fizycznie, twardym i nieprzejednanym, kiedy by�a taka potrzeba, uprzejmym, kiedy by�a ku temu sposobno��. Chyba ka�dy wygl�da na mi�czaka od wewn�trz, a oczywi�cie w�a�nie od wewn�trz go teraz ogl�dam - z bardzo du�ej odleg�o�ci wewn�trz, czy na zewn�trz, w zale�no�ci od tego, jakiego odpowiednika geometrii u�yjemy w tej metaforze. (S�ysz�, jak stary Sigfrid wzdycha, "Och, Robin! Tyle dygresji w jednym zdaniu!" Ale Sigfrida nigdy nie poszerzono.) Ka�dy z nas ma jaki� obszar mi�kko�ci, to w�a�nie pr�buj� powiedzie�. Uprzejmiej by�oby nazywa� je obszarami wra�liwo�ci, za� Audee przez przypadek by� strasznie wra�liwy, je�li w gr� wchodzi�a Dolly.
    Mi�kko�� nie by�a jednak naturalnym stanem Audee'ego. Przez nast�pn� cz�stk� czasu by� on wszystkim, co najlepsze, a czym powinien by� cz�owiek - zaradny, pomagaj�cy potrzebuj�cym, niezmordowany. Musia� by�. Planeta Peggy ukrywa�a za swym �agodnym obliczem par� pu�apek.
    Planeta Peggy by�a klejnotem po�r�d nieziemskich �wiat�w. Powietrze nadawa�o si� do oddychania. Klimat by� taki, �e mo�na by�o w nim prze�y�. Flora rzadko kiedy przyprawia�a cz�owieka o pokrzywk�, za� fauna by�a nadzwyczaj �agodna. C�, niezupe�nie �agodna. Raczej g�upia. Walthers zastanawia� si� czasem, co Heechowie widzieli w planecie Peggy. Problem polega� na tym, �e Heechowie interesowali si� inteligentnym �yciem - nie, �eby uda�o im si� du�o takiego znale�� - a tego na Peggy na pewno wiele nie by�o. Najbardziej inteligentnym zwierz�ciem by� drapie�nik o rozmiarach lisa i pr�dko�ci kreta. Mia� iloraz inteligencji indyka, co udowodni� staj�c si� swoim w�asnym najwi�kszym wrogiem. Jego ofiary by�y jeszcze g�upsze i wolniejsze od niego - wi�c jedzenia mu nigdy nie brakowa�o, a najcz�stsz� przyczyn� �mierci by�o zad�awienie si� cz�stkami jedzenia, kt�re zwraca�, kiedy za du�o zjad�. Istoty ludzkie mog�y �ywi� si� tym drapie�nikiem, je�li tylko chcia�y, oraz wi�kszo�ci� jego ofiar, jak r�wnie� spor� cz�ci� pozosta�ej biomasy... je�li tylko by�y ostro�ne.
    
    Oczywi�cie, zdajecie sobie spraw� z tego, �e owa "mi�kko��", kt�r� tu usprawiedliwia Robin, to nie mi�kko�� Audee'ego Walthersa. Robin nigdy nie by� mi�czakiem, mo�e wtedy, gdy musia� od czasu do czasu przekonywa� samego siebie, �e nim nie jest. Ludzie s� tacy dziwni!
    

    Obszarpani poszukiwacze uranu nie byli ostro�ni. Kiedy gwa�towny tropikalny �wit eksplodowa� nad d�ungl�, a Walthers osadzi� samolot na najbli�szej polanie, jeden z nich ju� zmar�.
    Ekipa medyczna nie mia�a czasu zajmowa� si� stwierdzaniem zgonu w chwili przybycia, otoczy�a wi�c tych jeszcze �yj�cych i wys�a�a Walthersa do kopania grobu. Przez chwil� mia� nadziej� zrzuci� to zadanie na kt�rego� z pasterzy, lecz ich stada uleg�y rozproszeniu i nie mieli czasu. Kiedy tylko Walthers odwr�ci� si� plecami, to samo zrobili pasterze.
    Zw�oki wygl�da�y na jakie� dziewi��dziesi�t lat, a �mierdzia�y na sto dziesi��, ale plakietka przyczepiona do nadgarstka g�osi�a, �e nazywa� si� Selim Yasmeneh, lat dwadzie�cia trzy, urodzony w slumsach na po�udnie od Kairu. Pozosta�� cz�� jego biografii mo�na by�o �atwo odczyta�. Walczy� o �ycie a� do wieku nastoletniego w egipskich slumsach, trafi�a mu si� �yciowa szansa odnalezienia nowego �ycia na planecie Peggy, podczas podr�y poci� si� na pryczy w jednym z dziesi�ciu rz�d�w, umiera� ze strachu podczas l�dowania w schodz�cej z orbity kapsule - pi��dziesi�ciu kolonist�w wt�oczonych do pozbawionego pilota zasobnika, wytr�conego z orbity przez uderzenie z zewn�trz, przera�onych w chwili wej�cia w atmosfer�, robi�cych w spodnie, kiedy otwiera�y si� nad nimi spadochrony. W istocie prawie wszystkie kapsu�y wyl�dowa�y bezpiecznie. Tylko jakich� trzystu kolonist�w jak dot�d roztrzaska�o si� lub utopi�o. Yasmeneh mia� przynajmniej szcz�cie, kiedy jednak zmieni� prac� z farmera uprawiaj�cego j�czmie� na poszukiwanie metali ci�kich, szcz�cie go opu�ci�o, gdy� jego grupa nie zachowa�a �rodk�w ostro�no�ci. Bulwy, kt�rymi si� �ywili, kiedy sko�czy�o im si� jedzenie ze sklepu, zawiera�y - jak prawie ka�de naturalne �r�d�o po�ywienia na Peggy, substancj� b�d�c� tak silnym antagonist� witaminy C, �e trzeba by�o to prze�y�, �eby uwierzy�. Ale nawet wtedy nie uwierzyli. Wiedzieli o tym zagro�eniu. Ka�dy o nim wiedzia�. Chcieli tylko sp�dzi� tam jeszcze jeden dzie�, a potem jeszcze jeden i jeszcze jeden, a ich z�by zacz�y si� chwia�, oddech stawa� si� cuchn�cy, a w chwili, gdy pasterze natkn�li si� na ich ob�z, dla Yasmeneha by�o ju� za p�no, a pozosta�ym niewiele brakowa�o.
    Walthers musia� odstawi� ca�� ekip�, uratowanych i ratownik�w do obozu, gdzie kiedy� mia�a zosta� zbudowana p�tla i by� tam ju� co najmniej tuzin sta�ych siedzib. Kiedy wr�ci� w ko�cu do Libijczyk�w, pan Luaman by� w�ciek�y. Uczepi� si� drzwi samolotu Walthersa i wrzeszcza� na niego.
    - Nieobecny przez trzydzie�ci siedem godzin! To niebywa�e! Za tak kosztowny czarter oczekujemy odpowiednich us�ug!
    - To by�a sprawa �ycia i �mierci, panie Luaman - odpar� Walthers, pr�buj�c nie dopu�ci� do g�osu rozdra�nienia i zm�czenia, kiedy zabezpiecza� samolot po locie.
    - �ycie jest tu najta�sze! A �mier� czeka nas wszystkich!
    Walthers przecisn�� si� ko�o niego i zeskoczy� na ziemi�.
    - To byli pa�scy krajanie, Arabowie, panie Luaman...
    - Nie! Egipcjanie!
    - ... dobrze, w takim razie wsp�wyznawcy, muzu�manie...
    - Nie obchodzi�oby mnie to, nawet gdyby byli moimi bra�mi! Nasz czas jest cenny! Wa�� si� tu bardzo istotne sprawy!
    Po c� mia� powstrzymywa� w�asny gniew?
    - Takie jest prawo, panie Luaman - warkn�� Walthers. - Ja tylko dzier�awi� ten samolot; musz� �wiadczy� us�ugi w sytuacjach zagro�enia. Prosz� sobie przeczyta� klauzule drobnym drukiem!
    To by� argument, na kt�ry nie mo�na by�o nic odpowiedzie� i by�o naprawd� wkurzaj�ce, kiedy Luaman nie podj�� nawet pr�by polemizowania z tym argumentem, tylko zareagowa� zwalaj�c na barki Walthersa wszystkie zadania, jakie nagromadzi�y si� w czasie jego nieobecno�ci. Wszystkie mia�y by� wykonane natychmiast. Albo jeszcze wcze�niej. C� z tego, �e Walthers nie spa�, wszak wszyscy pewnego dnia za�niemy na zawsze, nieprawda�?
    Zatem, cho� tak niewyspany, w nast�pnej godzinie Walthers lata� z magnetosond� - denerwuj�ca, beznadziejna robota, holowanie magnetometru setki metr�w za samolotem, usi�uj�c zadba� o to, �eby to niepor�czne cholerstwo nie zahaczy�o o drzewo ani nie wyr�n�o o ziemi�. W przeb�yskach my�li pomi�dzy ��daniami sprowadzaj�cymi si� do latania dwoma samolotami na raz, Walthers my�la� ponuro, �e Luaman k�ama�; to by�oby co� zupe�nie innego, gdyby Egipcjanie byli jego rodakami, a co dopiero bra�mi. Nacjonalizm nie zosta� na Ziemi. Zawsze by�y potyczki na granicach: gauchos kontra hodowcy ry�u, kiedy stada byd�a zacz�y szuka� wodopoju na polach ry�owych i zdepta�y sadzonki; Chi�czycy kontra Meksykanie, kiedy pojawi� si� b��d podczas sk�adania wniosk�w o ziemi�; Afryka�czycy kontra Kanadyjczycy, S�owianie kontra m�wi�cy po hiszpa�sku, bez �adnego powodu widocznego dla outsidera z zewn�trz. To ju� by�o wystarczaj�co z�e. A bywa�o jeszcze gorzej, gdy z�a krew wyp�ywa�a na powierzchni� w sporach mi�dzy S�owianinem a drugim S�owianinem, mi�dzy Latynosem a innym Latynosem.
    A planeta Peggy mog�a przecie� by� takim pi�knym miejscem. Mia�a wszystko - prawie wszystko, je�li nie liczy� problemu z witamin� C; mia�a G�r� Heech�w, z wodospadem zwanym Kaskad� Pere�, o�miusetmetrowy mleczny potok sp�ywaj�cy prosto z po�udniowych lodowc�w; mia�a pachn�ce cynamonem lasy Ma�ego Kontynentu z t�pawymi, sympatycznymi ma�pami o sier�ci w kolorze lawendy - pewnie, nie by�y to prawdziwe ma�py. Ale by�y milusie. I Szklane Morze, i Jaskinie Wiatr�w. I farmy - zw�aszcza farmy! To w�a�nie farmy sprawia�y, �e te wszystkie miliony i dziesi�tki milion�w Afryka�czyk�w, Chi�czyk�w, Hindus�w, Latynos�w, biednych Arab�w, Ira�czyk�w, Irlandczyk�w, Polak�w - te miliony zdesperowanych ludzi tak bardzo chcia�y uciec z Ziemi i daleko od domu.
    - Biedni Arabowie - pomy�la� sobie, ale przecie� zdarzali si� te� bogaci. Jak ta czw�rka, dla kt�rej pracowa�. Kiedy rozmawiali o "sprawach du�ej wagi", mierzyli ich wag� w dolarach i centach, to by�o oczywiste. Ta ekspedycja nie by�a tania. Jego czarter kosztowa� sze�ciocyfrow� sum� - szkoda, �e nie m�g� zatrzyma� z tego wi�cej dla siebie! A to by�a przecie� niewielka cz�stka tego, co wydali na te wszystkie b�yskawicznie rozstawiane namioty, geofony, dalmierze akustyczne, pr�bniki do ska�; dzier�aw� czasu satelity sporz�dzaj�cego podkolorowane mapy i radarowe mapy konturowe; za instrumenty, kt�re za op�at� w��czy� po ca�ym terenie... a jaki mia� by� nast�pny etap? Dalej mia�y zacz�� si� wiercenia. Kopanie szybu do wysadu solnego, kt�ry zlokalizowali, trzy tysi�ce metr�w w d�, to mia�o kosztowa� miliony...
    Z jednym wyj�tkiem: odkry�, �e zapewne nie a� tyle, bo mieli te� dost�p do jakiej� nielegalnej technologii Heech�w, o kt�rej Wan powiedzia� Dolly.
    Pierwsze istoty ludzkie dowiedzia�y si� o dawno zaginionej rasie Heech�w, �e lubi�a budowa� tunele, bo wszystkie przyk�ady ich pracy znajdowa�y si� pod powierzchni� planety Wenus. Przyrz�dem, kt�rego u�ywali do kopania tych tuneli by� cud techniki, projektor pola, kt�ry rozbija� krystaliczn� struktur� ska�y, zamieniaj�c j� w rodzaj szlamu; maszyna nast�pnie wypompowywa�a szlam i wyk�ada�a szyb g�stym, twardym, po�yskuj�cym niebiesko metalem Heech�w. Takie projektory nadal istnia�y, ale nie w prywatnych r�kach.
    Wydawa�o si� jednak, �e znajdowa�y si� one w zasi�gu r�k grupy pana Luamana... co oznacza�o, �e za tym wszystkim kryj� si� nie tylko pieni�dze, ale r�wnie� wp�ywy... co oznacza�o posiadanie kogo�, kto du�o mo�e, we w�a�ciwym miejscu; z przypadkowych uwag rzucanych w kr�tkich przerwach w pracy, czyli podczas odpoczynku i posi�k�w, Walthers wywnioskowa�, �e tym kim� by� facet o nazwisku Robinette Broadhead. Wysad solny zosta� rozpoznany z ca�� pewno�ci�, wybrano lokalizacje otwor�w, g��wne zadanie ekspedycji zosta�o zako�czone. Zosta�o co najwy�ej sprawdzenie kilku dodatkowych opcji i zako�czenie weryfikacji. Nawet Luaman troch� si� odpr�y�, a wieczorne rozmowy zesz�y na dom. Domem dla nich wszystkich okaza�a si� jednak nie Libia - ani nawet Pary�. By� nim Teksas, gdzie ka�dy z nich mia� 1,75 �ony, a wszyscy razem oko�o p� tuzina dzieci. Niezbyt r�wnomiernie rozdzielonych, o ile Walthers m�g� stwierdzi�, ale bli�szych szczeg��w mu nie podano, prawdopodobnie celowo. Pr�buj�c zach�ci� ich do wi�kszej otwarto�ci, Wa�thers z�apa� si� na tym, �e opowiada im o Dolly. Wi�cej ni� mia� zamiar. O tym, �e jest tak bardzo m�oda. O jej artystycznej karierze. O jej pacynkach. Opowiada� im, jak zdolna by�a Dolly, bo zrobi�a sama wszystkie te pacynki - kaczk�, pieska, szympansa, klowna. I najlepsz� ze wszystkich - Heecha. Heech w wykonaniu Dolly mia� cofni�te czo�o, stercz�cy nos, wystaj�cy podbr�dek i oczy zw�aj�ce si� w stron� uszu, jak na egipskich freskach. Z profilu jego twarz wygl�da�a prawie jak pojedyncza linia, biegn�ca pochy�o w d� - wszystko to oczywi�cie by�o wytworem wyobra�ni, bo nikt dot�d nigdy nie widzia� Heecha.
    Najm�odszy z Libijczyk�w, Fawzi, skin�� ze zrozumieniem g�ow�.
    - Tak, to dobrze, kiedy kobieta zarabia pieni�dze - o�wiadczy�.
    - Tu nie chodzi tylko o pieni�dze. Dzi�ki temu nie siedzi bezczynnie. Obawiam si�, �e i tak strasznie si� nudzi w Port Hegramet. Nie ma nawet z kim porozmawia�.
    Libijczyk imieniem Shameem tak�e pokiwa� g�ow�.
    - Programy - doradzi� z przekonaniem. - Kiedy mia�em tylko jedn� �on�, kupi�em jej par� niez�ych program�w, �eby dotrzymywa�y jej towarzystwa. Pami�tam, �e najbardziej podoba�y jej si� "Droga Abby" i "Przyjaciele Fatimy".
    Podejrzenie Walthersa, �e Robin Broadhead finansowa� poszukiwaczy, mia�o solidne podstawy. Opinia Walthersa co do kieruj�cych Robinem motyw�w - ju� nie. Robin by� bardzo moralnym cz�owiekiem, ale zazwyczaj niezbyt przestrzegaj�cym prawa. By� tak�e facetem (jak widzicie), kt�ry ma du�o frajdy z tego, �e zostawia tu i �wdzie poszlaki na sw�j temat, zw�aszcza wtedy, gdy u�ywa trzeciej osoby m�wi�c o sobie.
    - Chcia�bym, ale ci�gle nie ma ich za du�o na planecie Peggy. Nie jest jej �atwo. Nie mam wi�c do niej pretensji, jak od czasu do czasu ja mam, no wiecie, ochot� na mi�o��, a ona nie... - Walthers przerwa�, gdy� Libijczycy zacz�li si� �mia�.
    - Napisane jest w drugiej surze - rykn�� �miechem m�ody Fawzi - �e nasze kobiety s� dla nas polem uprawnym i �e mo�emy przechodzi� przez nasze pole, jak chcemy. Tak m�wi Al-Baqara, Krowa.
    Walthers, powstrzymuj�c obrzydzenie, spr�bowa� za�artowa�:
    - Niestety, moja �ona nie jest krow�.
    - Niestety, twoja �ona nie jest te� �on� - skarci� go Arab. - W domu, w Houston, mamy na takie nazw�: cichodajki. To upodlaj�ce dla m�czyzny.
    - Pos�uchaj - zacz�� m�wi� Walthers, czerwieni�c si� na twarzy, po czym pr�bowa� powstrzyma� gniew. Po drugiej stronie namiotu kuchennego Luaman podni�s� wzrok znad precyzyjnie wykonywanej czynno�ci odmierzania dziennej porcji brandy i zmarszczy� brwi, ws�uchuj�c si� w g�osy. Walthers pos�a� mu wymuszony uspokajaj�cy u�miech. - Nigdy nie dojdziemy do porozumienia - rzek� - wi�c pozosta�my przyjaci�mi mimo wszystko. - Spr�bowa� zmieni� temat. - Zastanawia�em si� - powiedzia� - dlaczego zdecydowali�cie si� szuka� ropy akurat tutaj, na r�wniku.
    Fawzi �ci�gn�� wargi i starannie przyjrza� si� twarzy Walthersa przed udzieleniem odpowiedzi.
    - Mieli�my wiele danych wskazuj�cych na korzystn� budow� geologiczn�.
    - Na pewno, wszystkie te zdj�cia satelitarne by�y opublikowane. To �adna tajemnica. Ale jeszcze lepsza budowa geologiczna wyst�puje na p�kuli p�nocnej, dooko�a Morza Szklanego.
    - Do�� - przerwa� Fawzi, podnosz�c g�os. - Nie p�acimy ci za zadawanie pyta�, Walthers!
    - Ja tylko chcia�em...
    - Wtyka�e� nos w cudze sprawy, oto co robi�e�!
    G�osy rozbrzmiewa�y znowu g�o�no i tym razem Luaman podszed� nios�c porcje brandy po osiemdziesi�t mililitr�w ka�da.
    - Co si� dzieje? - zainteresowa� si�. - O co ten Amerykanin pyta?
    - Niewa�ne. I tak mu nie odpowiedzia�em.
    Luaman przygl�da� mu si� przez chwil�, trzymaj�c w r�ce porcj� brandy dla Walthersa, po czym nag�ym ruchem uni�s� j� do ust i wypi� jednym haustem. Walthers st�umi� w sobie j�k protestu. To nie mia�o wielkiego znaczenia. I tak nie mia� ochoty zostawa� kompanem od kieliszka dla tych ludzi. Tak czy inaczej, wyda�o mu si�, �e staranne odmierzanie mililitr�w przez Luamana nie przeszkodzi�o mu wcze�niej strzeli� sobie kielicha lub dw�ch na osobno�ci, bo twarz mia� czerwon� i m�wi� piskliwie.
    - Walthers - warkn�� - ukara�bym ci� za wtr�canie si� w nie swoje sprawy, gdyby to by�o co� wa�nego, ale nie jest. Chcesz wiedzie� czemu szukamy tutaj, sto siedemdziesi�t kilometr�w od miejsca, gdzie ma powsta� p�tla wyrzutni? To popatrz w g�r�! - Teatralnym gestem wyrzuci� r�k� w stron� pociemnia�ego nieba i zatoczy� si� ze �miechem. Rzuci� przez rami�: - To nie ma ju� �adnego znaczenia!
    Walthers spojrza� ponad nim, po czym zapatrzy� si� w nocne niebo.
    Na tle obcych konstelacji przesuwa� si� jasnoniebieski koralik. Transportowiec! Statek mi�dzygwiezdny S. Ja. Broadhead wszed� na wysok� orbit�. Walthers by� w stanie odczyta� jego kurs, przewiduj�c, �e zejdzie na ni�sz� orbit� i tam zawi�nie, wielki, podobny z kszta�tu do ziemniaka, mniejszy ksi�yc b�yszcz�cy na niebiesko na bezchmurnym niebie planety Peggy. Za dziewi�tna�cie godzin znajdzie si� na orbicie parkingowej. Zanim to nast�pi, Walthers powinien znale�� si� w swoim wahad�owcu i p�dzi� mu na spotkanie, bior�c udzia� w szale�czym wy�cigu kosmos-powierzchnia planety po delikatniejsze cz�ci �adunku i lepszych pasa�er�w, albo spychaj�c swobodnie spadaj�ce kapsu�y z ich tor�w, by wystraszeni imigranci trafili do swego nowego domu.
    Walthers podzi�kowa� Luamanowi w duchu za zagarni�cie jego drinka; tej nocy nie m�g� sobie pozwoli� na sen. Kiedy czterej Arabowie spali, on sk�ada� namioty i uk�ada� sprz�t, pakowa� samolot i rozmawia� z baz� w Port Hegramet by upewni� si�, �e czeka go przydzia� na lot wahad�owcem. Tak te� by�o. Gdyby uda�o mu si� dotrze� przed po�udniem, czeka�a na niego robota i szansa na zarobienie sporo pieni�dzy na szalonych lotach tam i z powrotem, kt�re mia�y na celu roz�adowanie wielkiego transportowca i opr�nienie go przed lotem powrotnym. O pierwszym brzasku Arabowie byli ju� na nogach, kln�c i pl�cz�c si� doko�a. W ci�gu p� godziny byli na pok�adzie i lecieli do domu.
    Dotar� na lotnisko z du�ym zapasem czasu, cho� co� w duszy szepta�o mu bez przerwy: Za p�no. Za p�no...
    Za p�no na co? I wtedy zrozumia�. Kiedy pr�bowa� zap�aci� za paliwo, monitor kasy wy�wietli� migocz�ce zero. Jego konto, kt�re dzieli� z Dolly, by�o puste.
    Niemo�liwe! Czy mo�e wcale nie tak niemo�liwe, my�la�, patrz�c na drug� stron� pola, gdzie dziesi�� dni temu sta� l�downik Wana, a dzi� nie by�o nic. A kiedy niespiesznie uda� si� do ich mieszkania, nie by� zaskoczony tym, co zasta�. Ubrania Dolly znik�y, jej pacynki te�, a przede wszystkim nie by�o samej Dolly.
    Wtedy nie my�la�em wcale o Audee'em Walthersie. Gdybym my�la�, pewnie p�aka�bym z �alu nad nim - albo nad sob�. Pomy�la�bym, �e jest to dobry pretekst do p�aczu. Tragedia polegaj�c na tym, �e najdro�sza, s�odka ukochana odesz�a na zawsze, by�a mi zbyt dobrze znana, gdy� moja ukochana utkwi�a we wn�trzu czarnej dziury wiele lat temu.
    W rzeczywisto�ci jednak wcale o nim nie my�la�em. By�em zaj�ty swoimi sprawami. Przejmowa�em si� g��wnie b�lami moich jelit, ale po�wi�ca�em r�wnie� niema�o czasu na my�lenie o tym, jak okropni s� terrory�ci zagra�aj�cy mnie i wszystkiemu wok�.
    Oczywi�cie, nie by�a to jedyna okropno�� w moim otoczeniu. Pomy�la�em o moich zu�ytych jelitach, zanim one mnie do tego zmusi�y. Tymczasem jednak moje kupione w sklepie arterie powoli sztywnia�y, a w moim niewymienialnym m�zgu codziennie umiera�o sze�� tysi�cy kom�rek. Gwiazdy zwolni�y sw�j bieg, a ca�y wszech�wiat przemieszcza� si� w stron� swej ostatecznej cieplnej �mierci, wszystko, je�li przesta�o si� o tym my�le�, stacza�o si� ku zag�adzie. A ja nigdy nie po�wi�ci�em temu wszystkiemu ani jednej my�li.
    Ale tak ju� jest, prawda? Funkcjonujemy jako�, bo nauczyli�my si� nie my�le� o tych wszystkich rzeczach, kt�re dziej� si� wok� - a� do chwili, gdy to one, jak na przyk�ad moje jelito, zaczn� nam si� narzuca�.



Strona g��wna     Indeks